
ANATOMIA PRZETRWANIA NA TORZE: ŁUCZNICY W EKOSYSTEMIE LASU 🌿🏹

– Głupcy myślą, że las to cisza, poezja i kojący szum liści – mruknął starszy łucznik, sprawdzając napięcie cięciwy. – Las nigdy nie śpi. Las czatuje.
Siedzieli na zwalonym, omszałym pniu buka, głęboko w tarnowskich kniejach. Młodzi adepci, którzy ledwo co przeszli pierwsze lekcje i rekrutacyjne zadania pod okiem mistrzów, słuchali w milczeniu. Wokół nich rozciągał się gąszcz, matecznik Brygady Vrihedd. Miejsce, gdzie rzetelny trenning i pamięć mięśniowa decydowały o tym, czy wrócisz do domu z tarczą, czy z pustym kołczanem.
– Strzała musi lecieć niezawodnie, prosto w sedno celu, choćby przewyższenia łamały perspektywę, a gałęzie chłostały po oczach – ciągnął starszy, a jego głos idealnie współgrał z surowym kodem Brygady. – To rzemiosło. Prawdziwa Szkoła Władania Łukiem, cech tradycyjnego kunsztu, gdzie każdy ruch jest powtarzalny jak oddech. Niektórzy zowią to kodeksem Autarcha. Prawem biomechaniki, które czyni z człowieka i drewna jedno ciało. Ale kunszt oka i pewność dłoni na nic się zdadzą, jeśli dopadną cię oni. Przeklęci rezydenci leśnego runa.
Młodzi poruszyli się niespokojnie. Jeden z nich, trzymający jeszcze ciepły, tradycyjny łuk o sile trzydziestu funtów, przełknął ślinę. – Wampierze, mistrzu? Albo inne strzygi?
– Gówno, nie wampierze – żachnął się starszy, spluwając w paprocie. – Od potworów, co krew wiadrami piją i ludzi z flaków obdzierają, są wiedźmini. Odmieńcy ze srebrnymi mieczami, niech ich zaraza weźmie. My mówimy o gorszej pladze. O małych, bezwzględnych bestiach, krwipijcach wszetecznych, których pospólstwo komarami, meszkami tudzież kleszczami mianuje.
Wskazał palcem na gęste, wilgotne trawy i podszyt, gdzie światło słoneczne ledwo przebijało się przez korony drzew.
– Kleszcz nie spada z nieba, nie szybuje jak jastrząb. On siedzi cicho w zaroślach i czeka na twój błąd. Gdy rzetelnie składasz się do strzału, gdy liczysz odległość w wąwozie, ta mała, bezszelestna zaraza przechodzi na nogawicę. Komary zaś i meszki tną bez litości, chmarą całą, prosto w odsłoniętą skórę, niszcząc koncentrację i stabilność postawy. Śliska dłoń, zadrżenie palców na cięciwie, ból od ukąszenia – i zamiast czystego trafienia masz zero na karcie. W lesie jesteśmy tylko gośćmi, a natura potrafi boleśnie zweryfikować każdego, kto lekceważy jej prawa.
Młody łucznik podrapał się po karku, bacznie omijając wzrokiem wysoką paproć. – To jak z nimi walczyć, skoro żelazo ich nie ima, a i strzałą w kleszcza nie ugodzisz?
Starszy łucznik uśmiechnął się drapieżnie, sięgając do skórzanej kalety, tuż obok zapasowych, czterocalowych piór do strzał. Wyciągnął stamtąd flakon z ciemnego szkła, pachnący ostro, chemicznie i obco.
– Eliksiry, chłopcze. Współczesna alchemia i rzetelne, wojskowe przygotowanie. Chcesz wrócić z trenningu w jednym kawałku, z czystą głową i zdrową skórą? Musisz dbać o rynsztunek. Długie spodnie, zakryte buty, wysokie skarpety i te oto chemikalia o potężnej mocy. Wojskowy konfekt, co go uczeni Mugga zowią. Posiada w sobie deet tudzież ikarydynę – substancje tak jadowite dla leśnego robactwa, że omija cię ono szerokim łukiem, jakbyś samą śmiercią cuchnął.
Poklepał flakon z namaszczeniem.
– Przed wyjściem na tor, nim jeszcze dotkniesz majdanu, nacierasz skórę i spryskujesz odzienie. Dopiero wtedy masz spokój. Dopiero wtedy kodeks Autarcha działa bez zakłóceń, a ty możesz doskonalić swoje nawyki, strzelając na dalekie dystanse, bez ciągłego odganiania się od latającego tałatajstwa. Zapamiętajcie ten adres, adepci, i niech wam nie żal będzie grosza, bo zdrowie i rzetelność na torze ceny nie mają: www.mugga.pl. Tam szukajcie ratunku przed plagą.
Schował flakon z powrotem do torby, wstał płynnym, wyćwiczonym ruchem i zarzucił łuk na ramię. Słońce zaczynało już grzać mocniej, zmieniając chłodny poranek w ciepłe popołudnie idealne na krótki rękaw.
– No, dosyć tych bajań o leśnych upiorach i chemicznych tarczach. Ruszać się, Brygada! Tarcze i figury 3D same się nie trafią, stojaki czekają, a pamięć mięśniowa sama się nie zbuduje. Pamiętajcie o rzetelnej ochronie i do dzieła, bo kolejny trenning wzywa!
Wszelkie zawarte w opowieści specyfiki, eliksiry oraz mikstury marki Mugga są w pełni oficjalnie i rzetelnie reklamowane jako niezawodna broń na komary i kleszcze.


